Za doboszką szedł jej kolega z tego samego rocznika, również w paradnym uniformie, prowadząc za uzdę piątego konia, karosza o smoliście czarnej maści, bez choćby nawet jednej białej plamki. Był on osiodłany, a w strzemionach tkwiły buty, ale włożone odwrotnie, jakby ktoś dosiadł go zwrócony twarzą do ogona. Za koniem podążała kapitan w czarno-złotym uniformie Royal Manticoran Navy i białym berecie dowódcy okrętu na głowie. Na dłoniach miała białe rękawiczki i trzymała przed sobą Miecz Harrington. Tuż za nią postępowało ośmiu admirałów: sir James Bowie Webster dowodzący Home Fleet i siedmiu lordów Admiralicji.

I to był cały orszak.

Drobnostka w porównaniu z paradą i przepychem towarzyszącym podobnym ceremoniom w większości miejsc (a im bardziej ludowe w nazwie, tym większa była pompa), ale tym większe właśnie wywoływała wrażenie. Tych jedenastu ludzi i pięć koni było bowiem jedynymi sprawcami ruchu w mieście liczącym ponad jedenaście milionów mieszkańców.

W miarę zbliżania się orszaku stojący ludzie zdejmowali nakrycia głów, choć nikt ich do tego nie nakłaniał. Obserwujący ich i orszak ze stopni katedry Allen Summervale, książę Cromarty i premier Królestwa Manticore, uśmiechnął się gorzko w duchu. Niewielu z nich w ogóle wiedziało, co to takiego „laweta”, póki omawiający mającą się odbyć uroczystość dziennikarze nie wyjaśnili tego, jak też jej znaczenia w oficjalnych pogrzebach. On sam wiedział tylko dlatego, że miał przyjaciela pasjonującego się dawnym uzbrojeniem. Natomiast wszyscy wiedzieli, że trumna na niej spoczywająca jest pusta i że ciało tej, w której pogrzebie uczestniczą, nigdy nie trafi na przeznaczone jej miejsce spoczynku. I to nie dlatego, że przestało istnieć w ogniu walki czy dryfuje gdzieś nie odnalezione w przestrzeni, jak działo się z wieloma zabitymi w królewskiej służbie, ale dlatego, że zabito ją z dala od domu, maskując mord prawnymi bzdetami. Oprócz żalu w tłumie dominowały nienawiść i złość i nie trzeba było żadnych specjalnych zdolności, by je wyczuć.



10 из 750